Fotografie Tomasza Fularskiego z serii "Krąg" to seria sugestywnych autoportretów eksponujących cielesność w jej kulturowo najbardziej spełnionej, antycznej formule. Piękno i harmonia przejawiające się w sylwetce nagiego mężczyzny przywodzą na myśl sokratejski paradygmat dobra. Jednakże nie tylko owa formuła skupia uwagę odbiorcy. Równie ważna jest dominanta ciemności będącej jedynym kontekstem dla przedstawionego na zdjęciach człowieka. Nie wiadomo jednak ostatecznie, czy ciemność wyłoniła z siebie ową postać, czy też raczej dopiero ją pochłania. W każdym przypadku jest ona tym, co było, lub będzie udziałem zawieszonej w pustce sylwetki. Innej możliwości nie ma. Jednakże postać jest dynamiczna. Nie pozostaje w biernym oczekiwaniu a gest ciała wyraża zapewne jakiś ważny komunikat. Skojarzenia z dance macabre przychodzą mi na myśl z podobną siłą, co nawiązanie do witalności greckich herosów.

Ciało, jako byt materialny a zatem przemijający, zdaje się na tych fotografiach poszukiwać odpowiedzi na pytanie o istotę własnej egzystencji. Bo cielesność to najbardziej wprost dająca się ująć forma istnienia, która sama dla siebie jest schronieniem i ostatecznym, choć przemijającym sensem. Ciemność zaś to niebyt, który zawłaszcza duszą, symbol nicości, ale także tajemnicy, do której nie mamy dostępu. Postać na fotografiach jest samotna. Zdaje się bronić przed nieuchronnym pochłonięciem przez nicość. A zatem, jest może i tak, że w rytualnym geście, tańcu, hieratycznej postawie manifestuje ona nieuchronność ostatecznego przeznaczenia, próbując, choćby na krótką chwilę, zaistnieć w nieskończonej pamięci logosu.


Piotr Komorowski, listopad 2009